Indiańskie forum

Forum o Indianach
Dzisiaj jest 23 lipca 2018 0:19

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 20 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Ewa Marczak
 Tytuł: Pisze doktorat o Sat-Okhu:-)
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 12 maja 2006 11:52 
Offline
User

Rejestracja: 12 maja 2006 11:44
Posty: 2
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Nie określono
Witam wszystkich !
Jestem mlodą( 25 lat) polonistka, pasjonatka książek. Od jakiegoś czasu zaczytuje się w powieściach Sat-Okha. Postanowiłam nawet napisać doktorat o jego twórczości, bo uważam, że są warte głębszego zbadania i zainteresowania literaturoznawców. Szukam informacji o jego życiorysie, a przede wszystkim książek, do których nie tak łatwo dotrzeć. Nawiążę kontakty z osobami, ktore znały bezposrednio Sata , bądź maja jakieś materiały o jego twórczości.
Napisałam!
Pahajo z Koszalina

_________________
Ewa M. z Koszalina


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Bot Reklamowy Reklama
 
Na górę
Ewa Marczak
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 12 maja 2006 11:54 
Offline
User

Rejestracja: 12 maja 2006 11:44
Posty: 2
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Nie określono
P.S Przepraszam za błędy, ale nie wszystko sie da wychwycić.
Pahajo

_________________
Ewa M. z Koszalina


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Drzewian
 Tytuł: Sat Okh
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 14 maja 2006 20:55 
Offline
Administracja
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2005 17:01
Posty: 431
Lokalizacja: Loża Szyderców
Płeć: Nie określono
zajrzyj sobie na stronke : http://www.sat-okh.art.pl/las.html poza tym serdecznie polecam przeczytanie pracy : Katarzyny Krępulec: "Stanisław Supłatowicz. Niezwykła biografia Sat-Okha, czyli jak sie zostaje legendą" zamieszczonej na http://www.indianie.eco.pl/litera/sat-okh1.html
zdarzało się też o ile dobrze pamietam ze o Sat Okhu pisano w indianistycznych gazetkach niestety pamiec nie ta i nie pamietam w ktorych :),
to tyle

_________________
Drzewa...można żyć między nimi, prawie ich dotykać, a i tak nie pojmie się, o czym myślą i mówią...


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
maniek
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 12 marca 2007 0:31 
Offline
User

Rejestracja: 25 lutego 2007 21:47
Posty: 22
Płeć: Nie określono
Witam wszystkich. Jak każdy z Nas pasjonowałem się twórczością i życiem Sata, no ja może trochę dłużej niż Wy,- wszystko zdawało sie jasne i proste, aż do momentu, gdy zaczęły docierać do mnie wiadomości poddające w wątpliwość Jego pochodzenie, i okres życia w Kanadzie. Czytałem artykuły potępiające go, zarzucające mu fałsz, oraz te , które obalały wszelkie fakty świadczące przeciwko niemu.
przypuszczam, ze uczestnicy tego forum posiadają większe możliwości ja ( znajomość języków obcych), lub choćby jak urocza ewka, pobyt w Kanadzie.
pobyt w Kanadzie, oświećcie mnie jak przygody Sata, odnoszą się do rzeczywistości?????, Pomimo głębokiego szacunku, jaki żywię dla jego osoby, oraz do tego co uczynił dla grupy młodzieży, w jego życiorysie jest kilka szczegółów, nie pasujących do całości,
pozdrawiam


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
ewka
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 13 marca 2007 8:12 
Offline
Moderator

Rejestracja: 29 marca 2006 20:33
Posty: 258
Lokalizacja: Canada
Płeć: Nie określono
Shekon Maniek,

No nie wiem sama, czy mam sie cieszyc czy stresowac w zwiazku z wywolaniem mnie do tablicy, gdy porusza sie tak delikatne sprawy ;)

Moze zacznijmy od tego, ze nigdy do mnie nie dotarly zadne artykuly i opinie negatywne o Sat-Okhu, a zarzucajace mu mowienie nieprawdy czy przekrecanie faktow. Nie mialam po prostu okazji sie z nimi zapoznac albowiem, jak sadze, gdy takie glosy sie pojawily, juz mnie w kraju nie bylo. Zakladam rowniez, ze dzialo sie to w odleglej epoce kamienia przedinternetowego ;) , kiedy komunikowanie sie z ojczyzna za wielka woda i uzyskiwanie informacji o tym, co sie tam dzieje, bylo w znacznym stopniu ograniczone. Moze wiec na poczatek bedziesz tak uprzejmy (a moze wlacza sie inni i rowniez mnie uswiadomia?) i przyblizysz szczegoly owych watpliwosci, napiszesz czego dokladnie dotyczyly i jakie byly to zarzuty? Wtedy dopiero bede miala szanse sie do nich ustosunkowac.


Na marginesie. Szczerze przyznam, przez wiele lat nie mialam ani okazji ani motywacji, aby wnikac w zycie tej slawnej i niemal legendarnej postaci...Nie poznalam Sat-Okha osobiscie, nie wiedzialam co sie o jego zyciu oraz dzialalnosci w Polsce pisze lub mowi. Jedynym dostepnym dla mnie zrodlem, ktore umozliwilo mi zapoznanie sie z dosyc interesujacymi, a nieznanymi do tej pory informacjami, stala sie praca magisterska Katarzyny Krepulec, ktora przeczytalam juz po smierci Suplatowicza. Do tego czasu pojecia nie mialam o jego tak wielkim autorytecie, o roli jaka odegral w powstaniu i rozwoju Ruchu. Przyznaje bez bicia, moja wiedza o latach spedzonych przez Sat-Okha w Kanadzie ograniczala sie, do czasu przeczytania pracy Katarzyny, do tego co sam autor opisal w swych ksiazkach. Natomiast to, czy fakty i wydarzenia tam przedstawiane przyjmowalam i przyjmuje bezkrytyczynie, czy dostrzegalam i dostrzegam w nich wiele „czarnych dziur” , „bialych plam” oraz jak "ziemia slonych skal" z barwnych opowiesci Dziadka ma sie do kanadyjskich realiow historyczno-kulturowo-geograficznych, to juz calkiem inna para kaloszy...

onen

_________________
http://community.webshots.com/user/efkaw


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
maniek
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 16 marca 2007 0:47 
Offline
User

Rejestracja: 25 lutego 2007 21:47
Posty: 22
Płeć: Nie określono
Witam ewka, dziękuję za zainteresowanie się moimi wątpliwościami. Niestety w 95 % moje wątpliwości powstały również po przeczytaniu rewelacji Pani Katarzyny Klepulec, Mam wątpliwości natury fizycznej i technicznej, kwestię ucieczki matki Sata, z Rosji łodzią poprzez cieśninę Berlinga, wiesz czasami Jakuci i Czukcze robili takie figle ale wyłącznie w porze letniej, i do najbliższego punktu z przystankiem po drodze na wyspie Little diomede Island, należącą do allaski, czyli musieli pokonać 2 etapy w sumie ok 68 km. Czyli ok 3- dni (lub 2 doby) wiosłowania przy spokojnym morzu. a później przedarcie się z Alaski. Pani Klepulec, dowodzi ze dopłynęli do Kanady- niemożliwe !!! najkrótsza droga to ok 2500 km wodą!!!!! w łodzi !!! zatem przedzierali się przez terytorium Alaski, zimą!!!, myślę, ze żaden Europejczyk tego nie przetrzyma, a zwłaszcza drobna, szczupła kobieta, nie mająca ekwipunku i doświadczenia.
Następnie ich powrót do Polski, bez ważnych paszportów kanadyjskich nie mieli szans, a wydane im legitymacje świadczące o pochodzeniu indiańskim (Katarzyny Klepulec), nie upoważniały do przekroczenia granicy.
Po przybyciu do Radomia, natychmiast zainteresował by sie nimi polski wywiad ( słynna dwójka), przecież był to okres ogromnych , przedwojennych napięć Polsko- Niemieckich, a Radom był miastem produkującym sprzęt wojskowy ( Łucznik) jeżeli nawet dogadali by sie z wywiadem, to nie wypaliło by przerobienie przez Matkę metryki Sata, oraz zatarcie wszelkich śladów jej pochodzenia, działalności przed okresem Kanadyjskim. Przecież są księgi parafialne, a od 1939 r. setki tysięcy mikrofilmów ksiąg parafialnych ( dostępnych na zachodzie wypożyczenie do wglądu na miejscu ok 20 USD, ja tak szukałem swoich przodków ze Zborowa z 1802 r!!!), jakoś nikt nie był w stanie tego sprawdzić, doszło do mnie, ze nawet niektórzy jego znajomi Indianiści, uważali jego przygody za bluff. Dlatego zamieściłem tego posta tutaj licząc na pomoc.
Z drugiej zaś strony, w czasach twórczości Sata, gdzie nie było netu, tylu kanałów na discowery, nawet połączenia telefoniczne z Europą a co dopiero z Kanadą były wielkim utrudnieniem, facet, który by sam tego nie przeżył, nie byłby w stanie sam tego wymyślić, z takimi detalami, !!!!, rozumie, pozostaje jego znajomość Angielskiego, dostęp do wielu książek, w Europie i Kanadzie (rejsy) mogło by tłumaczyć rozległą znajomość tematu. Ale myślę, ze po 1990 roku można było przekonać się w 100% dokładnością, na zlotu naszych indianistów zapraszani byli różni indianie, a w tym Algonkinowie, wystarczyło zorganizować spotkanie, aby razem z Satem poopowiadali sobie np. kawały w tym narzeczu. i sprawa była by jasna, bo nikt nie jest w stanie nauczyć sie języka indian, z książek, a każdy algonkina od biedy dogada się z drugim.
panowie Indianiści POMOCY !!!!!!.
Moje zetknięcie się z Satem datuje się na ok 1966 r ( no tak jestem dość leciwym "bratem" ) wówczas w młodzieżowych programach ( Ekran z Bratkiem), później Teleranek)prowadził wspaniałe audycje i tematyce indiańskiej, chłonęliśmy jego opowieści z rozdziawionymi gębami ( jak maski w samochodzie Warszawa) i właśnie on spowodował powstanie grupek dzieciaków i młodzieży, które zaczęły chronić przyrodę, żyć w zgodzie z naturą, przerodziło to się w wielki ruch i trwało kilkanaście lat. Pamiętam, ze pojawiał się na ekranie w indiańskim stroju, w pióropuszu, przy akompaniamencie bębenka śpiewał pieśni, później były opowieści ,jak tam się żyło, a później rzucał lassem, nożem, czy toporkiem i zawsze trafiał w drewniany słup w swoim domu!!!! jakże mu tego zazdrościłem, w wieku ok 6 lat próbowałem zrobić to samo i też w domu, zamiast toporka maminy tasak, zamiast słupa meblościanka kuchenna, 1-2 razy trafiłem, >>> Sat miał ponoś trochę "czerwoną skórę", ja też miałem tyle, ze na tyłku...
później na przełomie lat 60/70 tych na łamach młodzieżowej gazety "Swiat Młodych" założył "Radę starszych" nakłaniali małolatów do pisania o swoich zapytaniach, i później niektóre odpowiedzi zamieszczane były w w/w gazecie ( marketing), kiedyś pokazali stosy listów jakie napłynęły w ciągu kwartału cały pokój w studio stos grubości ok 1/2 metra????
I myślę, ze właśnie Sat miał tak wielki wpływ na moje obecne życie, co przejawia się samotnym 1-3 tygodniowym, grasowaniem w canoe, czy kajaku, po dzikich wertepach Mazur, Warmii, czy Kaszub właśnie w/g ścisłych wskazówek Sata-szanuj rzeki, lasy, jeziora i zwierzęta, a wówczas one odpłacą Ci tym samym.
Nie jest moim celem ujawnianie jakiegoś wielkiego oszustwa,
mojego ogromnego szacunku dla Sata, za to co zrobił dla Nas, Polaków
( ale tylko tych myślących!!) nie są w stanie umniejszyć żadne rewelacje.
po prostu chciałbym znać prawdę.
P.S. ewka w jakiej części Kanady mieszkasz??????, jeżeli w rejonie Wielkich Jezior, to będę wwwwwwyyyyyyyyył z żalu.
pozdrawiam


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
ewka
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 18 marca 2007 19:30 
Offline
Moderator

Rejestracja: 29 marca 2006 20:33
Posty: 258
Lokalizacja: Canada
Płeć: Nie określono
maniek pisze:
ewka w jakiej części Kanady mieszkasz??????, jeżeli w rejonie Wielkich Jezior, to będę wwwwwwyyyyyyyyył z żalu.


Maniek, mozesz spokojnie wykreslic z jadlospisu wyyyyyyyyyyyycie i skupic sie na czytaniu...;)

Nie, nie mieszkam w okolicy Great Lakes. Skoro pytales gdzie siedze, zakladam, iz nie czytales moich poprzednich wypowiedzi na forum, ani nie mielismy okazji spotkac sie we wrzesniu w Poznaniu, kiedy to "przywiozlam" indianistom "najprawdziwszego Indiana" ;) i nawet udalo nam sie go wciagnac na sale Muzeum Etnograficznego. O wynikach tego wciagniecia mozesz poczytac, tudziez sobie je obejrzec na stronie PRPI. Geograficznie rzecz biorac mieszkam wlasciwie na prerii, w poblizu Gor Skalistych, a z indianistycznego punktu widzenia jest to mniej wiecej pomiedzy rezerwatami Tsuu Tina (athapaskian), a Piikani, Siksika, Kainai, Apatohsipiikani (algonkian - po polskiemu Czarne Stopy)...Do Norman Wells (blisko domniemanej ziemi slonych skal?), jest stad w prostej linii ciut ponad 2 tys km, a do Toronto jedynie 3.5 tys km ;)

Nie boj zaby, Maniek. Sa to normalne odleglosci kanadyjskie, ktore ludzie pokonuja tu czesto gesto srebrnymi ptakami, wsplolczesnymi mustangami czyli SUV-ami i inszymi srodkami lokomocji, bo jak wiesz zapewne, kraj jest co prawda okropnie dziki, niezbadany i nieprzyjazny, ale piekny i rozlegly - od morza do morza i od morza do jueseja ;). Gwoli wyjasnienia (nie wyj!), bywalam, bywam i bede bywac nad Wielkimi Jeziorami zarowno po stronie kanadyjskiej jak i hamerykanskiej, nie jest wiec to dla mnie "terra inkoguta" ;)

Maniek, nie chce walic tu elaboratu naukowo-dowodowego, ani na lamach forum wdawac sie w szczegolowe sledztwo. Wiele Twych wspomnien z dziecinstwa mogloby byc moimi. Podobnie jak Ty pamietam Bratki i Teleranki, do dzis tez pamietam slowa i melodie piesni spiewanej na poczatku i na koncu audycji przez Sata. Tyle, ze ja nigdy nie probowalam z nim nawiazac kontaktu. Moze bylam jako dziewczynka zbyt niesmiala, moze myslalam, ze nie mam szans, aby zostac zauwazona? Faktem jednak jest, ze zarowno jego programy w TV jak i ksiazki mialy duzy wplyw na wybor mej drogi zycia, na wybor studiow, na kontynuowanie i rozwijanie pasji, zainteresowan. Tak sie zlozylo, ze wyladowalam u podnoza Gor Skalistych, ze praktycznie moge odbywac wedrowki po terenach opisywanych w ksiazkach Sat-Okha, ze namacalnie, na codzien mam kontakt z kanadyjska rzeczywistoscia, zyciem i wspolczesnymi zagadnieniami dotyczacymi rdzennych mieszkancow tych ziem, ze mam latwy dostep do zrodel historycznych, archiwow, ze jestem w stanie uzyskac wiele informacji "z pierwszej reki".

Mysle tez, iz duzy wplyw na to, ze zaczelam zastanawiac sie nad wspomnianymi "bialymi plamami" lub nie pasujacymi klockami w zyciorysie Sata, ma fakt, iz nie znalam go osobiscie, nie jestem wiec "emocjonalnie obciazona" w takim stopniu, jak wielu polskich indianistow , ktorzy sie z nim regularnie spotykali, od lat przyjaznili i mieli okazje z nim wielokrotnie rozmawiac. Zdaje sobie doskonale sprawe, ze postac Sat-Okh jest dla wielu nietykalna ikona i symbolem, ze proba zbeszczeszczenia tego wizerunku i poddawanie w watpliwosc znacznej czesci oficjalnego ladunku biograficznego, ktory wiekszosc indianistow zna na pamiec, wiaze sie z ryzykiem werbalnego "linczu" i "banicji" ;). Wystarczy poczytac wspomnienia i uwagi o nim w roznych dostepnych internetowo zrodlach, czy wreszcie zapoznac sie ze spostrzezeniami i wnioskami w pracy Pani Katarzyny Krepulec. Z tego co slyszalam i co czytam, Stanislaw Suplatowicz byl bez watpienia postacia charyzmatyczna i niezwykla, byl czlowiekiem posiadajacym wielki dar nawiazywania takiego bardzo specjalnego kontaktu z ludzmi o roznych pogladach, wyksztalceniu i poziomie wiedzy, w roznym wieku... Posiadal pasje, idee, energie, checi, wiedze i ochoczo dzielil sie z nimi z innymi...
I za to go szalenie cenie.

Z drugiej strony jednak trudno mi przejsc do porzadku dziennego nad opisami, wydarzeniami czy przedstawieniem historyczno-kulturowych zagadnien, z ktorymi czytelnik styka sie w jego ksiazkach, lub ktore przedstawial w udzielonych wywiadach, a ktore nie zgadzaja sie z tubylcza i nietubylcza tutejsza rzeczywistoscia, wypaczaja kanadyjska geografie, historie, kulture opisywanych przez niego terenow. I nie sa to drobiazgi, czy jakies odizolowane przypadki.
Dodatkowym "gwozdziem" sa osobiste fakty z zyciorysu Stanislawa Suplatowicza, a dotyczace jego najblizszej rodziny ze strony ojca(?), ktore absolutnie nie znajduja potwierdzenia w dostepnych tu zrodlach. Co gorsza, juz troche bardziej dociekliwy internauta, chocby na podstawie informacji podanych przez Katarzyne Krepulec (nie wiem skad autorka te dokladne informacje posiada, ale pamietam fragmenty w ksiazkach Sat-Okha ) jest w stanie podwazyc ich prawdziwosc. Mysle, ze podajac przed laty te szczegolowe dane o siostrze, o ojcu, o bracie, Stanislaw Suplatowicz nie bral pod uwage, iz ktos kiedys bedzie w stanie je zweryfikowac. A moze mu nie zalezalo? Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na to pytanie.

O ile kiedys, w latach, w ktorych powstawaly ksiazki i opowiesci, mozna bylo w zasadzie swobodnie i bez specjalnego "zagrozenia" rzucac stwierdzeniami typu - "Indianie, ktorzy nie godzili sie pozostawac w rezerwatach, odeszli "daleko na polnoc" aby zyc na wolnosci, bo tam klimat byl surowy i jesli tam "uciekli" zostawiano "ich w spokoju".(luzne przytoczenie - dokladna wypowiedz Sat-Okha znajduje sie chocby na str 19 pracy magisterskiej Katarzyny Krepulec), o tyle teraz, (szczegolnie, gdy odbiorca siedzi niemalze w miejscu "zbrodni" ;) i ma mozliwosc weryfikacji, nie wytrzymuja one "testu na prawdomownosc", bo nie sa zgodne z chocby historycznymi faktami.

I tu nasuwa sie dygresja zahaczajaca o etyke, o przyjete normy postepowania, inaczej o zasady moralne, o tolerancje o...

Otoz, obserwujac polska rzeczywistosc lat ostatnich szczegolnie (politycy, ksieza, lista Wildsteina, W. Szymborska, T. Boy-Zelenski etc, etc), zastanawiam sie czesto w jakim stopniu jestesmy zdolni akceptowac celowe czy niecelowe wprowadzanie nas w blad i ile mozemy wybaczac naszym ikonom, autorytetom, bohaterom, do tej pory nietykalnym, czy czujacym sie bezpiecznie w niegdys nieweryfikowalnym swiecie przeszlosci? Zauwazylam, ze czasy sie zmienily, ze Polacy czesto sa bezkompromisowi i bezwzgledni w ocenie ludzi (znajomych i rodzin), ktorzy dawniej byli w stanie funkcjonowac i budowac swoj "image" bez obaw o krytyke, poddawanie w watpliwosc faktow z przeszlosci lub ich dzialalnosci. Czy i kiedy oraz do jakich granic rozciagamy nasze "przymykanie oka" na fakt niemowienia prawdy, na fakt zatajania wydarzen i danych , szczegolnie przez osoby niejako publiczne, a w jakims stopniu posiadajace wplyw na ksztaltowanie naszych zyciowych postaw? Czy fakt, iz osoba taka nie moze sie bronic, albowiem nie ma jej juz wsrod nas, powinnien zawazyc na stopniu naszego zaangazowania w docieraniu do prawdy i poziom natezenia naszej krytyki? Wreszcie, czy fakt, ze ktos byl czy jest dobrym czlowiekiem, ze dzialal czy dziala w dobrej wierze i czyni/l dobro, zwalnia go z obowiazku mowienia prawdy o sobie, o innych, sankcjonuje tworzenie fikcyjnego zyciorysu (np byly prezydent?), zwalnia z obowiazku naprawy wlasnych "potkniec", z przyznania sie do tego, iz latami wprowadzal/la nas samych w blad, bez wzgledu na konsekwencje tego czynu?

Sprobujcie najpierw odpowiedziec sobie na powyzsze pytania, przemyslcie je, zanim zaczniemy/cie grzebac w szczegolach...

Na zakonczenie mala uwaga. Nie wiem jaki kolor miala skora Sat-Okha, bo zdjecia moga zmylic, jako ze kolory na nich sa nie zawsze zgodne z rzeczywistymi. Gwoli wyprostowania zapodaje, co "moj Indian" ma skore bielsza od mojej i to nie tylko w miejscu, gdzie slonce nie siega ;)... I Dave (bezapelacyjnie) i Sat(podobno) to wedle antropologii fizycznej Metysi; jedno z rodzicow bylo pochodzenia europejskiego, drugie indianskiego. W przypadku Dave'a jego Mama jest pelnej krwi Mohawk. W rodzinie tesciowej jest 5 siostr, wszystkie Mohawk, a kazda z nich ma inna barwe skory i inne rysy twarzy. Ciocia Frannie moglaby smialo wmieszac sie w sari miedzy Hinduski , Ciocia Ginny idac w Polsce po ulicy nie zwracalaby na siebie uwagi, ot czarnowlosa, lekko opalona Polka...Tak wiec wyciaganie wnioskow na podstawie li tylko koloru skory, czy to w przypadku pochodzenia indianskiego, czy jakiegokolwiek innego, niestety nie zdaje egzaminu :)

onen

_________________
http://community.webshots.com/user/efkaw


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
maniek
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 21 marca 2007 22:27 
Offline
User

Rejestracja: 25 lutego 2007 21:47
Posty: 22
Płeć: Nie określono
OOOOOOOOOOO dopiero teraz przeczytałem twoje Posty, i szczena mi opadła !!! Faktycznie jesteś spokrewniona z Mohawkami???!!!!!!!
kurde ale masz fajnie!!!!!.
Czytałem kiedyś, ze starsze kobiety Mohawków były niezwykle okrutne wobec pojmanych jeńców, i przeciwników, tortury itp, ponoć jednym ciosem toporka potrafiły rozłupać czaszkę nieboraka.
w związku z tym proponuję:
EWKA uważaj na teściową!!!!!!!!!
Miałbym sporo pytań do Ciebie, ale chyba zacznę i innym dziale.
pozdrawiam


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Witominianka
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 25 października 2007 10:15 
Offline
User

Rejestracja: 08 grudnia 2005 9:25
Posty: 75
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta
Biografia Sata jest w szkołach ,ponieważ jego książki stały się lekturami....
:?


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Witominianka
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 27 października 2007 14:22 
Offline
User

Rejestracja: 08 grudnia 2005 9:25
Posty: 75
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta
''Napisał też wspólnie z rosyjską autorką A. Rasułową-Budkiewicz książkę pt. „Dorogi schodiatsia”, wydaną w Związku Radzieckim w 1973 r., w której przedstawia losy polskich zesłańców na Syberii i niezwykłe dzieje swojej matki.''
Mam pytanie czy ktos wie coś więcej na temat tej książki ?
wydana została w Związku Radzieckim czy może też i w Polsce ?A może ktoś czytał w języku rosyjskim i może sie podzielić z nami na ten temat .


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Witominianka
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 28 października 2007 14:34 
Offline
User

Rejestracja: 08 grudnia 2005 9:25
Posty: 75
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta
w zsrr była cenzura więc jakim cudem mogła być wydana ksiązka o losach
polskich zesłańców na Syberii ???? :roll: Temat biografii chyba zmaknięty ...
Pozdrawiam Was


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Black Wolf
 Tytuł: Re: Sat Okh
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 22 stycznia 2008 19:34 
Offline
User

Rejestracja: 18 stycznia 2008 23:59
Posty: 1
Lokalizacja: HajCity
Płeć: Nie określono
Siemka Polecam książke "Ziemia słonych Skał" o sat-okh"u
Hough

_________________
Okhmhaka-mały wilk


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW YIM  
 
XtraVert
 Tytuł: Re: Sat Okh
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 18 lipca 2008 12:14 
Offline
User

Rejestracja: 18 lipca 2008 10:33
Posty: 3
Płeć: Nie określono
Na początku odniosę się do najnaiwniejszych wątpliwości przedstawionych w tym wątku do tej pory:
1. Witominianka
Cytuj:
w zsrr była cenzura więc jakim cudem mogła być wydana ksiązka o losach
polskich zesłańców na Syberii ????

Jeśli tylko pisało się o zesłańcach z partii komunistycznych zsyłanych przez carat - nie ma problemu.

2. Maniek
Cytuj:
Pani Klepulec, dowodzi ze dopłynęli do Kanady
- wcale tego nie dowodzi! :) pani Katarzyna pisze, że: "[..] udało się przedrzeć przez Cieśninę Beringa na Alaskę. Nie mogli jednak tam zostać z powodu amerykańsko - rosyjskiej umowy o odsyłaniu złapanych uciekinierów. Ruszyli więc na południe - do Kanady. Po drodze, wyczerpana Stanisława Supłatowicz zaniemogła.[..]". Dotarli łodziami na Alaskę, ale nikt nie mówi, że łodziami płynęli do Kanady!

3. Maniek
Cytuj:
Następnie ich powrót do Polski, bez ważnych paszportów kanadyjskich nie mieli szans, a wydane im legitymacje świadczące o pochodzeniu indiańskim (Katarzyny Klepulec), nie upoważniały do przekroczenia granicy.
Co pisze pani Katarzyna na stronie 25 swojej pracy?
"[..]Nie dotarłam do żadnych publikacji ani relacji, które traktowałyby o tym, czy w momencie opuszczania Kanady Sat dysponował kanadyjskim paszportem, ale wydaje mi się być niemożliwe, by udało mu się przekroczyć granicę, nie okazując takowego. Podobnie w kwestii matki. Tylko w jednym wywiadzie [..] Sat przyznaje, ze na początku 1940 r. posiadali z matką jedynie kanadyjskie legitymacje Indian.[..]".
Jak widać pani Katarzyna nie stwierdza, że dostali się do Polski bez paszportów, stwierdza tylko, że w 1940 roku (kilka lat po powrocie) posiadali jedynie te legitymacje. Pozostaje pytanie co się mogło stać z paszportami?

Nie będę już nawiązywał do kombinacji o wywiadzie wojskowym pod Radomiem i tym co mogło być, a nie było.... co potwierdzają archiwa i dokumenty w Kanadzie, a co przemilczają.... co wiedzą ludzie, a czego nie wiedzą.
Wracając do tematu.

Wątpliwości jest dużo. Najważniejsze zostały przedstawione w w.w. pracy magisterskiej pani Katarzyny: http://www.indianie.eco.pl/litera/Sat-Okh.pdf, pod koniec opracowania w rozdziale "Oskarżenie". Następnym rozdziałem jest "Obrona".

Nikt teraz nie rozstrzygnie gdzie leży prawda, jaka ona jest. Możemy jednak spróbować umieścić się gdzieś na skali pomiędzy przyjęciem do wiadomości, że jego życie przebiegło tak jak opisała to pani Katarzyna, lub totalnie odrzucić tę historię i uznać za konfabulację.

Problem pojawia się w momencie kiedy wyjmujemy cegiełkę z życia człowieka - musimy na jej miejsce włożyć inną w taki sposób by stworzyć spójną całość.

Jeśli zaprzeczymy jego indiańskiego pochodzenia musimy zadać kilka podstawowych pytań:
1. Jak wpadł na pomysł takiej historii tak wcześnie (ok. 16-20 roku zycia), po co się tego tak twardo trzymał i dlaczego ludzie na to poszli?
- są świadkowie podani z imienia i nazwiska, którzy poznali go pod koniec lat 30-tych przy których uczył się języka polskiego (należy zarzucić im kłamstwo, bądź łatwowierność?)
- są świadkowie - koledzy z AK, opracowania lat wojny, a nawet zdjęcia - świadczące o tym, że jego indiańskie pochodzenie to nie wymysł lat 50-tych związanych z publikacją pierwszej książki
- czemu w tej konfabulacji uczestniczyła matka składając takie a nie inne zeznania w latach 50-tych
- co się działo z nim i jego matką do połowy lat trzydziestych? Kim był jego ojciec? Gdzie się wychowywał?

Łatwo jest zaprzeczać, trudniej jest wykazać rację, w sposób podobny do opracowania pani Katarzyny - ze świadkami podanymi z imienia i nazwiska, ze źródłami, z materiałami, dokumentami urzędowymi.

Uważam, że przez szacunek dla człowieka, dla życia jakie przeżył, dobra jakie uczynił nie wolno negować jego osoby. Był bajarzem, w jego opowieściach może być dużo nieścisłości, ale nikt chyba nie wątpi, że z pewnością w duszy był Indianinem z krwi i kości, a z wyboru narodowości - Polakiem!


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
XtraVert
 Tytuł: Re: Sat Okh
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 18 lipca 2008 12:30 
Offline
User

Rejestracja: 18 lipca 2008 10:33
Posty: 3
Płeć: Nie określono
Podrzucę jeszcze jedno źródło:
http://www.susannaleaassociates.com/livre.aspx?id=255
autor: Stephen Glantz

szalone tłumaczenie google:
http://translate.google.com/translate?u=http%3A%2F%2Fwww.susannaleaassociates.com%2Flivre.aspx%3Fid%3D255&hl=pl&ie=UTF8&sl=en&tl=pl

Jak powstał tekst:
"Jakkolwiek Sat Okh odszedł w 2003, Steven przeprowadził szczegółowe wywiady z przyjacielem Sata Ryszardem Wykowskim (Whychovsky) i kurierką z partyzantki Barbarą Zeltt. Pracował także z historykami-archiwistami Shawnee, archiwami Armii Krajowej, stowarzyszeniem historycznym AK i innymi. Autor jest również wykładowcą w Hadassah Brandeis Instytut na Brandeis University. Jest współautorem CLARA's War, jak również pięciu filmów o Holocauście i II wojnie światowej wszystkie mające miejsce w Polsce i Europie Wschodniej."


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
ewka
 Tytuł: Re: Sat Okh
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 19 lipca 2008 9:43 
Offline
Moderator

Rejestracja: 29 marca 2006 20:33
Posty: 258
Lokalizacja: Canada
Płeć: Nie określono
Mala uwaga na temat „legitymacji swiadczacych o pochodzeniu indianskim”. Osoby niezorientowane w prawodawstwie kanadyjskim i Akcie Indianskim (Indian Act) , szczegolnie nie znajace dobrze zasad rejestracji i wydawania dokumentow identyfikacyjnych tubylcom w Kanadzie, w poczatkach XX wieku, latwo przekonac do posiadania takowych dokumentow. Prawda jest taka. Indianie rzekomo „ukrywajacy sie” w dziczy, nie zainteresowani podpisaniem traktatow z przedstawicielami rzadu, nie zostawali zarejestrowani w dokumentach i umowach, a tym samym nie uzyskiwali „przywilejow” Indian „traktatowych”, ktorzy skrupulatnie wpisywani byli na liste dystrybucyjna agencji. Tym z roznych powodow pominietym, ciezko bylo pozniej, po latach, uzyskac odpowiednie karty statutowe, zasilki, prawa (Lubicon Cree sie klania!). Tym trudniej bylo uzyskac oficjalny status i odpowiedni dokument, jesli pochodzenie delikwenta bylo mieszane, jesli nie byl zakonotowany w misyjnych ksiegach jako "nawrocony" , jesli typowe indianskie cechy nie rzucaly sie w oczy, jesli matka byla biala, jesli ojciec takowego oficjalnego statusu, czyli karty nie posiadal, jesli rodzice nie mieszkali pod „opieka agencji” na terenie rezerwatu... etc etc etc...
Inna sprawa, gdy matka, mimo iz byla biala, wyszla za Indianina (rzadko ale sie zdarzalo) i zamieszkala np w rezerwacie jednego z odlamow Cree w Manitobie, z owym jak najbardziej zarejestrowanym i indianskim ojcem dziecka, ktore to dziecie wychowywalo sie tak mniej wiecej „po indiansku” sila rzeczy. Choc i tu powinnismy pamietac o instytucji szkol z internatami, ktore w owych czasach masowo „cywilizowaly” dzieci indianskie i metyskie...

Co by tu jeszcze do ogrodka...

Aha.

Cytuj:
Nikt teraz nie rozstrzygnie gdzie leży prawda, jaka ona jest.


A tu sie nie zgodze. Do prawdy wcale nie jest trudno w tym konkretnym przypadku dotrzec. Sygnalizowalam to juz wczesniej. Zalezy tez, co podajemy w watpliwosc i czego szukamy oraz jak bardzo pragniemy „zdemaskowac” legende.


Cytuj:
Możemy jednak spróbować umieścić się gdzieś na skali pomiędzy przyjęciem do wiadomości, że jego życie przebiegło tak jak opisała to pani Katarzyna, lub totalnie odrzucić tę historię i uznać za konfabulację.


Umiescic sie na skali, gdzies pomiedzy, czyli przyjac pewne fragmenty zycia za prawdziwe, a pewne za wykreowane „dla potrzeb rynku”? Czy dobrze to zrozumialam? Jesli tak, to nie mam pytan dodatkowych, bo wedlug mnie nic nie jest czarne lub biale w zyciu, natomiast mnostwo jest odcieni szarosci, nieprawdaz? :)

Cytuj:
Problem pojawia się w momencie kiedy wyjmujemy cegiełkę z życia człowieka - musimy na jej miejsce włożyć inną w taki sposób by stworzyć spójną całość.


Nie sadze, aby ze znalezieniem brakujacych cegielek byl zbyt wielki problem, szczegolnie tych, po mojej stronie sadzawki. Tropow jest sporo i sa one dosyc wyrazne. Brakuje jedynie wytrwalych tropicieli, ktorzy by zechcieli dojsc po nich do celu. Niestety, Pani Katarzyny Krepulec nie zaliczam do wytrwalych i najlepszych mysliwych, choc przyznaje, starala sie, w miare swoich mozliwosci.

Cytuj:
Jeśli zaprzeczymy jego indiańskiego pochodzenia musimy zadać kilka podstawowych pytań:
1. Jak wpadł na pomysł takiej historii tak wcześnie (ok. 16-20 roku zycia),
etc...

i tu
Cytuj:
pewnością w duszy był Indianinem z krwi i kości, a z wyboru narodowości - Polakiem!


Ogladaliscie film Szara Sowa? No wlasnie. Grey Owl aka Archie Belaney tez byl w duszy Indianinem.... Archie jako dzieciak, jak zreszta wielu z nas, marzyl aby „stac sie Indianinem” . W wieku lat 17 opuscil rodzinna Anglie, wyladowal w Ontario i.... spelnil swe marzenie. Zaczal zyc w dziczy jako traper, przeobrazajac sie szybko i zmyslnie w „czerwonego brata”, urzadzajac „prawdziwe” indianskie pokazy dla turystow, w koncu piszac ksiazki o swym zyciu, o bobrach i ochronie przyrody.... Ba, nabrali sie na jego indianskosc nawet niektorzy Indianie...i Indianki ;) Bo Szara Sowa lubil kobiety, wino i spiew, a umial facet czarowac, oj umial.... Udalo mu sie tez omamic wiebicieli i wielbicielki w rodzinnej Anglii, dokad udal sie jako kanadyjski Indianin z seria odczytow. Umarl w roku 1938 i dopiero po jego smierci dociekliwi niedowiarkowie trafili po nitce do klebka.

Aby obalic fikcje literacka lub czyjes fantazje (nie uchodze tu w pobudki i motywy postepowania), nalezaloby chyba najpierw udowodnic, ze podawane za prawdziwe fakty nie trzymaja sie kupy, ze nazwiska i daty oraz opisane wydarzenia historyczne nie znajduja odzwierciedenia w rzeczywistosci. Pozniej pozostaje juz tylko skontaktowanie sie z odpowiednimi organizacjami, placowkami i urzedami w celu ujawnienia i potwierdzenia tej wlasciwej tozsamosci. Oba etapy „dochodzenia” nie sa, z punktu widzenia kanadyjskiego zyciorysu, trudne do przeprowadzenia, o czym wyzej juz mowilam. Brakuje jedynie chetnych. I moze dobrze..;)

Na koniec slow pare na temat podanego w kolejnym poscie linku.
Mam watpliwosci, czy przytoczony tekst mozna, z calym szacunkiem dla Pana Glantza, nazwac zrodlem. Jest to krotki opis ksiazki, ktora, z tego co sie orientuje, nigdzie sie jeszcze nie ukazala, nie zostala jeszcze opublikowana, a moze i do konca napisana. Firma reklamujaca Pana Glantza to nie wydawca, a posrednik-promotor, starajacy sie jego tworczoscia zainteresowac jakies wydawnictwo. Fakty , ktore reklamuje jako baze zrodlowa Pan Glantz, sadzac po krotkim tekscie sa w sumie powieleniem znanego nam juz szablonu. Zdanie „He will also be working with Shawnee historical archivists” nalezy przetlumaczyc w czasie przyszlym, a nie niedokonanym, jak uczynilo to niesforne google ;)... Brzmi ono jak nastepuje, „Bedzie on rowniez wspolpracowal z szauniskimi archiwistami historycznymi” i dowodzi, ze nic nie zostalo jeszcze na temat „wypracowane” z Szaunisami (czy tez Szewanezami ;) ) ... Na inne niescislosci dotyczace autora i tlumaczenia, nie chce mi sie tracic czasu, bo pora pozna i czas odpoczac od komputera... :)

onen

_________________
http://community.webshots.com/user/efkaw


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 20 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage